Patrzyła
na mnie z przerażeniem. Cofała się powoli do tyłu. Bała się
mnie.
-
Spokojnie – uspokoił ją Jack.- Nic ci nie zrobi. To nadal ta sama
Emily, którą była wcześniej tylko, że…
-Tylko,
że w postaci ogromnego wilka. Jak to w ogóle jest możliwe?! –
zaraz jak to? W postaci wilka? Podeszłam do jednej z kałuży. Kat
miała rację. W postaci wilka. Byłam ogromnym wilkiem o
złoto-brązowej sierści. Na grzbiecie miałam długi czarny pas,
który rozchodził się od samego karku, do ogona. Tak miałam ogon.
Nagle
coś poczułam. Zaśmierdziało zgniłym mięsem i śmieciami.
Odwróciłam głowę do tyłu. Coś czarnego zaczęło się wyłaniać
z panującego tam mroku. Reszta grupy również tam spojrzała.
-
Kate, wsiadaj na Emily i uciekajcie.-zadecydował Sebastian.
Przyklękłam na jedną łapę aby Kat mogła na mnie wejść. Kiedy
to zrobiła zaczęłam biec przed siebie. Rzuciłam szybkie
spojrzenie na chłopaków za nami. Jack również był w postaci
wilka, a Adam i Sebastian atakowali mieczami i pistoletem to COŚ.
Kiedy
biegłam, a biegłam bardzo szybko, poczułam mrowienie w
łapach(?!). Zaczęłam zwalniać. Kat też to zauważyła, bo
powiedziała:
-
Zatrzymaj się.-wykonałam polecenie i zaczęłyśmy biec ramię w
ramię. Kat mimo szpilek biegła dość szybko. Po chwili znów
byłam człowiekiem. Nadal miałam na sobie sukienkę i obcasy. Omal
nie złamałam nogi. Szybko je zdjęłam i wrzuciłam do worka. Kat
podała mi swoje i je również schowałam. Skręciłyśmy w uliczkę.
Niestety, okazała się być ślepą.
-
O nie.-powiedziałam.
-
Co „o nie”?!-zapytała moja przyjaciółka zdenerwowanym głosem.
-
Moja wizja. Była dokładnie taka sama. My dwie, ślepa uliczka i...
Obie
czułyśmy, że to czarne COŚ zbliżało się do nas. Wtem przed
nami zjawił się Sebastian.
-
Nie ruszajcie się.-powiedział. Nagle coś mi zaświtało. To COŚ
ma słaby punkt. Metal. Wszystko co zrobione z metalu. Skąd to
wiedziałam? Nieważne. Potem nad tym pomyślę.
-
Kate. Metal.- rzuciłam do przyjaciółki. Ona kiwnęła głową.
Szybko rozejrzałam się po uliczce. Po mojej prawej stronie
znajdowało się pudło. Pobiegłam do niego mimo protestów
Sebastiana. Było w nim mnóstwo rurek, drutów i jeden łańcuch. A
wszystko to zrobione z metalu.
-Kat
pomóż mi.- powiedziałam i ona również nie zwracając szczególnej
uwagi na naszego „obrońce” podeszła do pudła.
Wyciągnęłyśmy
wszystko. Ja wzięłam druty a Kate łańcuch i najdłuższą rurkę.
To COŚ było już blisko. Jack i Adam nie mogli już dłużej go
powstrzymać. Byli już prawie przy nas. Spojrzałam na Kat a ona na
mnie. Zgodnie kiwnęłyśmy głowami. Schyliłyśmy się, (chociaż
ja tego robić nie musiałam, ponieważ mimo tego, że jestem starsza
od Kate, to i tak ledwo co przekraczam metr pięćdziesiąt cztery.
Pobiegłyśmy do tego CZEGOŚ. Moja przyjaciółka cisnęła w to COŚ
metalową rurką. Potwór zaryczał i złapał się za ramię w które
owa rurka trafiła. Uderzenie zmusiło go do wyjścia z mroku i wtedy
zobaczyłyśmy jak wygląda. Chciało mi się rzygać.
Jego
twarz była zniekształcona, a skóra... czarna. W łysej czaszce
osadzone były ciemnoczerwone oczy. Jedno z nich do połowy ziało
pustką. Do połowy źrenica, tęczówka i... białko. W miejscu
gdzie powinna być reszta była tylko pusta,ciemna przestrzeń. Stwór
miał na sobie długą ciągnącą się szatę. Na dłoniach, w
których zręcznie obracały się miecz i sierp, było mnóstwo
blizn. Jedne z nich były zaczerwienione i świeże, a inne już
wyblakłe i stare.
Kat
znów zaczęła atakować go rurkami. Zaryczał wściekle. Zaczął
szybciej iść w naszą stronę, jednak metalowy łańcuch, który z
wielką siłą oplątał się mu wokół szyi zaskoczył go. Kate
pociągnęła nim w bok i sprawiła, że potwór zatoczył się na
lewo. Spojrzała na mnie porozumiewawczo. Podbiegłam do niego i
złapałam go za nadgarstki. Jego skóra była przeraźliwie zimna.
Szybko wyrwałam mu najpierw sierp, a potem miecz. Nim jednak
zdążyłam to zrobić, wbił mi go w prawy bok. Poczułam nagły ból
w tym miejscu jednak zignorowałam go i zaczęłam oplatać mu drut w
okół nadgarstków. Zaryczał znów i upadł na kolana pod wpływem
kolejnego pociągnięcia łańcuchem. Kawałek drutu umazany krwią
demona przeciął mi rękę od małego palca do kciuka. Syknęłam.
Adam odwrócił się i spojrzał na moją rękę. Oblizał wargi po
czym zaczął iść w moją stronę lecz na drodze stanął mu Jack.
Szybko odwróciłam wzrok i dokończyłam.
Kate
szarpnęła za łańcuch po raz kolejny i potwór upadł na twarz.
Delikatnie ją podniósł i usłyszałam tylko jedno słowo.
„Pożałujesz”. Chwyciłam jego miecz ale w tym samym momencie
usłyszałam krzyk Kat i spojrzałam w jej stronę. Z ramienia
wyciągnęła wielki sztylet. Odwróciłam się z powrotem do
poczwar. Uśmiechnął się przerażająco w moją stronę
odsłaniając przy tym dwa rzędy ostrych, jak brzytwa zębów.
Spojrzałam na niego ze złością. Przebiegłam za niego z
zatrważającą szybkością i położyłam czubek miecza dokładnie
w miejscu gdzie powinno być jego serce. Znów usłyszałam szepty.
-
Kat!- zawołałam a moja przyjaciółka również przybiegła
(wolniej ode mnie) i razem wbiłyśmy ostrza w to samo miejsce. Ona
jego sztylet a ja jego miecz.
-
Co... to... do jasnej.... cholery... miało.... być?!- wykrzyknęła
Kate z wściekłością słyszalną w jej głosie.
-
Demon.- odpowiedział jej chłopak nazywany Adamem. - W prawie
ludzkiej postaci. Nieźle.
-
Co... co on zaczął szeptać? Już pod koniec?- zapytałam.
-
Chciał sprowadzić pomoc. Ale mu się nie udało. Nie musimy już
walczyć z ludźmi w czarno-czerwonych ubraniach. A przynajmniej nie
teraz.- powiedział Jack wstając z ziemi. Kiedy on tam w ogóle
wylądował?
-
Zaraz... czarno-czerwone ciuchy?- zapytałam.
-
Jego kolory- odparł chłopak. Nagle mnie olśniło. Już wiedziałam
skąd ich znam!
-
Kate! Już wiem skąd ich znam!
-
Co?- zapytali jednocześnie Adam i Jack.
-
Moja wizja. Widziałam was tam!
-
Wizja?- zapytał ostrożnie Adam.
-
Tak. Od pewnego czasu mam, jak to Louis nazywa? Halucynacje. Widzę
coś co potem się wydarzy. To znaczy końca nigdy jeszcze nie
widziałam. Dzięki temu pomogłam paru osobom.- Ostatnie zdanie
wypowiedziałam bardzo cicho. Nienawidziłam pomagać ludziom. Czy
człowiek nie powinien sobie radzić sam? Dobra, Jack też mi pomógł
kiedy się.... przemieniłam? Brrrr! Ale sądzę, że sama też bym
sobie poradziła, tylko byłam nieco zagubiona. Nienawidzę gdy ktoś
mi pomaga. Oczywiście ,wsparcie drugiej osoby zawsze się przyda,
ale nie od razu bezmyślna pomoc!
-
Co takiego widziałaś?- Zapytał Jack. Przed oczyma znów pojawił
mi się obraz Obu chłopaków-Jacka i Adama, rannych w tej uliczce.
-
Nic takiego. Nieważne.- starałam się beztrosko uśmiechnąć.
Chyba nawet mi się udało, bo Adam i Sebastian się rozluźnili a
Jack zamiast (jak wcześniej) patrzeć na mnie uważnie, spoglądał
z lekkim zaciekawieniem. Zerknęłam na Kat. Pokręciła głową z
niedowierzaniem.
-
Chyba powinniśmy się zbierać.-przerwał ciszę Sebastian.
-
Gdzie?
-
Do twojego domu. Musimy coś załatwić z...-zaczął Jack.
-
Skąd wiesz, że to mój dom, a nie Kat?-przerwałam mu.- I z kim
musicie coś załatwić?!
-
Jakby ci to powiedzieć...? Mamy swoje źródła. A co musimy
załatwić i z kim, to się dowiesz w swoim czasie.- odpowiedział z
lekkim uśmieszkiem. Powoli zaczynałam go nienawidzić. Kiedy
szliśmy do mojego domu ciągle wpatrywałam się w tył jego
sylwetki.
Była
idealna. Wysportowane mięśnie ramion ukryte pod czarną koszulką,
sprawiłyby że, każda panienka, mdlałaby (a mnie by mdliło) na
jego widok. Był bardzo zagadkowy. Trudno było go rozgryźć. Tak
samo jak Adama. Oboje byli piękni w pociągający sposób. Nie żebym
się zakochała. Jak mi nic w życiu nie wyjdzie to wyjdę za mąż.
Miłość rujnuje życie i sprawia, że możesz oddać za drugą
osobę, bezmyślnie życie. Doznałam tego już wcześniej.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ