niedziela, 15 marca 2015

Rozdział III „Demony lubią chodzić do klubów i zaczepiać dziewczynki”


Patrzyła na mnie z przerażeniem. Cofała się powoli do tyłu. Bała się mnie.
- Spokojnie – uspokoił ją Jack.- Nic ci nie zrobi. To nadal ta sama Emily, którą była wcześniej tylko, że…
-Tylko, że w postaci ogromnego wilka. Jak to w ogóle jest możliwe?! – zaraz jak to? W postaci wilka? Podeszłam do jednej z kałuży. Kat miała rację. W postaci wilka. Byłam ogromnym wilkiem o złoto-brązowej sierści. Na grzbiecie miałam długi czarny pas, który rozchodził się od samego karku, do ogona. Tak miałam ogon.
Nagle coś poczułam. Zaśmierdziało zgniłym mięsem i śmieciami. Odwróciłam głowę do tyłu. Coś czarnego zaczęło się wyłaniać z panującego tam mroku. Reszta grupy również tam spojrzała.
- Kate, wsiadaj na Emily i uciekajcie.-zadecydował Sebastian. Przyklękłam na jedną łapę aby Kat mogła na mnie wejść. Kiedy to zrobiła zaczęłam biec przed siebie. Rzuciłam szybkie spojrzenie na chłopaków za nami. Jack również był w postaci wilka, a Adam i Sebastian atakowali mieczami i pistoletem to COŚ.
Kiedy biegłam, a biegłam bardzo szybko, poczułam mrowienie w łapach(?!). Zaczęłam zwalniać. Kat też to zauważyła, bo powiedziała:
- Zatrzymaj się.-wykonałam polecenie i zaczęłyśmy biec ramię w ramię. Kat mimo szpilek biegła dość szybko. Po chwili znów byłam człowiekiem. Nadal miałam na sobie sukienkę i obcasy. Omal nie złamałam nogi. Szybko je zdjęłam i wrzuciłam do worka. Kat podała mi swoje i je również schowałam. Skręciłyśmy w uliczkę. Niestety, okazała się być ślepą.
- O nie.-powiedziałam.
- Co „o nie”?!-zapytała moja przyjaciółka zdenerwowanym głosem.
- Moja wizja. Była dokładnie taka sama. My dwie, ślepa uliczka i...
Obie czułyśmy, że to czarne COŚ zbliżało się do nas. Wtem przed nami zjawił się Sebastian.
- Nie ruszajcie się.-powiedział. Nagle coś mi zaświtało. To COŚ ma słaby punkt. Metal. Wszystko co zrobione z metalu. Skąd to wiedziałam? Nieważne. Potem nad tym pomyślę.
- Kate. Metal.- rzuciłam do przyjaciółki. Ona kiwnęła głową. Szybko rozejrzałam się po uliczce. Po mojej prawej stronie znajdowało się pudło. Pobiegłam do niego mimo protestów Sebastiana. Było w nim mnóstwo rurek, drutów i jeden łańcuch. A wszystko to zrobione z metalu.
-Kat pomóż mi.- powiedziałam i ona również nie zwracając szczególnej uwagi na naszego „obrońce” podeszła do pudła.
Wyciągnęłyśmy wszystko. Ja wzięłam druty a Kate łańcuch i najdłuższą rurkę. To COŚ było już blisko. Jack i Adam nie mogli już dłużej go powstrzymać. Byli już prawie przy nas. Spojrzałam na Kat a ona na mnie. Zgodnie kiwnęłyśmy głowami. Schyliłyśmy się, (chociaż ja tego robić nie musiałam, ponieważ mimo tego, że jestem starsza od Kate, to i tak ledwo co przekraczam metr pięćdziesiąt cztery. Pobiegłyśmy do tego CZEGOŚ. Moja przyjaciółka cisnęła w to COŚ metalową rurką. Potwór zaryczał i złapał się za ramię w które owa rurka trafiła. Uderzenie zmusiło go do wyjścia z mroku i wtedy zobaczyłyśmy jak wygląda. Chciało mi się rzygać.
Jego twarz była zniekształcona, a skóra... czarna. W łysej czaszce osadzone były ciemnoczerwone oczy. Jedno z nich do połowy ziało pustką. Do połowy źrenica, tęczówka i... białko. W miejscu gdzie powinna być reszta była tylko pusta,ciemna przestrzeń. Stwór miał na sobie długą ciągnącą się szatę. Na dłoniach, w których zręcznie obracały się miecz i sierp, było mnóstwo blizn. Jedne z nich były zaczerwienione i świeże, a inne już wyblakłe i stare.
Kat znów zaczęła atakować go rurkami. Zaryczał wściekle. Zaczął szybciej iść w naszą stronę, jednak metalowy łańcuch, który z wielką siłą oplątał się mu wokół szyi zaskoczył go. Kate pociągnęła nim w bok i sprawiła, że potwór zatoczył się na lewo. Spojrzała na mnie porozumiewawczo. Podbiegłam do niego i złapałam go za nadgarstki. Jego skóra była przeraźliwie zimna. Szybko wyrwałam mu najpierw sierp, a potem miecz. Nim jednak zdążyłam to zrobić, wbił mi go w prawy bok. Poczułam nagły ból w tym miejscu jednak zignorowałam go i zaczęłam oplatać mu drut w okół nadgarstków. Zaryczał znów i upadł na kolana pod wpływem kolejnego pociągnięcia łańcuchem. Kawałek drutu umazany krwią demona przeciął mi rękę od małego palca do kciuka. Syknęłam. Adam odwrócił się i spojrzał na moją rękę. Oblizał wargi po czym zaczął iść w moją stronę lecz na drodze stanął mu Jack. Szybko odwróciłam wzrok i dokończyłam.
Kate szarpnęła za łańcuch po raz kolejny i potwór upadł na twarz. Delikatnie ją podniósł i usłyszałam tylko jedno słowo. „Pożałujesz”. Chwyciłam jego miecz ale w tym samym momencie usłyszałam krzyk Kat i spojrzałam w jej stronę. Z ramienia wyciągnęła wielki sztylet. Odwróciłam się z powrotem do poczwar. Uśmiechnął się przerażająco w moją stronę odsłaniając przy tym dwa rzędy ostrych, jak brzytwa zębów. Spojrzałam na niego ze złością. Przebiegłam za niego z zatrważającą szybkością i położyłam czubek miecza dokładnie w miejscu gdzie powinno być jego serce. Znów usłyszałam szepty.
- Kat!- zawołałam a moja przyjaciółka również przybiegła (wolniej ode mnie) i razem wbiłyśmy ostrza w to samo miejsce. Ona jego sztylet a ja jego miecz.
- Co... to... do jasnej.... cholery... miało.... być?!- wykrzyknęła Kate z wściekłością słyszalną w jej głosie.
- Demon.- odpowiedział jej chłopak nazywany Adamem. - W prawie ludzkiej postaci. Nieźle.
- Co... co on zaczął szeptać? Już pod koniec?- zapytałam.
- Chciał sprowadzić pomoc. Ale mu się nie udało. Nie musimy już walczyć z ludźmi w czarno-czerwonych ubraniach. A przynajmniej nie teraz.- powiedział Jack wstając z ziemi. Kiedy on tam w ogóle wylądował?
- Zaraz... czarno-czerwone ciuchy?- zapytałam.
- Jego kolory- odparł chłopak. Nagle mnie olśniło. Już wiedziałam skąd ich znam!
- Kate! Już wiem skąd ich znam!
- Co?- zapytali jednocześnie Adam i Jack.
- Moja wizja. Widziałam was tam!
- Wizja?- zapytał ostrożnie Adam.
- Tak. Od pewnego czasu mam, jak to Louis nazywa? Halucynacje. Widzę coś co potem się wydarzy. To znaczy końca nigdy jeszcze nie widziałam. Dzięki temu pomogłam paru osobom.- Ostatnie zdanie wypowiedziałam bardzo cicho. Nienawidziłam pomagać ludziom. Czy człowiek nie powinien sobie radzić sam? Dobra, Jack też mi pomógł kiedy się.... przemieniłam? Brrrr! Ale sądzę, że sama też bym sobie poradziła, tylko byłam nieco zagubiona. Nienawidzę gdy ktoś mi pomaga. Oczywiście ,wsparcie drugiej osoby zawsze się przyda, ale nie od razu bezmyślna pomoc!
- Co takiego widziałaś?- Zapytał Jack. Przed oczyma znów pojawił mi się obraz Obu chłopaków-Jacka i Adama, rannych w tej uliczce.
- Nic takiego. Nieważne.- starałam się beztrosko uśmiechnąć. Chyba nawet mi się udało, bo Adam i Sebastian się rozluźnili a Jack zamiast (jak wcześniej) patrzeć na mnie uważnie, spoglądał z lekkim zaciekawieniem. Zerknęłam na Kat. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Chyba powinniśmy się zbierać.-przerwał ciszę Sebastian.
- Gdzie?
- Do twojego domu. Musimy coś załatwić z...-zaczął Jack.
- Skąd wiesz, że to mój dom, a nie Kat?-przerwałam mu.- I z kim musicie coś załatwić?!
- Jakby ci to powiedzieć...? Mamy swoje źródła. A co musimy załatwić i z kim, to się dowiesz w swoim czasie.- odpowiedział z lekkim uśmieszkiem. Powoli zaczynałam go nienawidzić. Kiedy szliśmy do mojego domu ciągle wpatrywałam się w tył jego sylwetki.
Była idealna. Wysportowane mięśnie ramion ukryte pod czarną koszulką, sprawiłyby że, każda panienka, mdlałaby (a mnie by mdliło) na jego widok. Był bardzo zagadkowy. Trudno było go rozgryźć. Tak samo jak Adama. Oboje byli piękni w pociągający sposób. Nie żebym się zakochała. Jak mi nic w życiu nie wyjdzie to wyjdę za mąż. Miłość rujnuje życie i sprawia, że możesz oddać za drugą osobę, bezmyślnie życie. Doznałam tego już wcześniej.


 CZYTASZ=KOMENTUJESZ

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział II "Czy ja do cholery mam ogon?!"

Zaczęłyśmy iść w stronę mojego domu. Złapała mnie kolka, a ból był coraz mocniejszy, W końcu nie wytrzymałam i zatrzymałam się. Oddychałam z trudnością.
- Em, co ci jest? - zapytała mnie Kat marszcząc lekko brwi.
- Nie wiem. Ale boli mnie w klatce piersiowej i ledwo co oddycham. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś?
- Nie wiem...Nie chciałam cię mart... - nie skończyłam, bo straciłam równowagę i potknęłam się o kamień, upadłam na ziemię. Oparłam się na rękach i kolanach. Kate uklękła przy mnie. - Odsuń się, Kat. - zakazałam jej.
- Daj spokój widziałam gorsze rzeczy niż rzygi.
- Nie to coś o wiele gorszego... - nie wiedziałam skąd to wiem, ale miałam takie przeczucie. Z klubu wyszli ci trzej kolesie, którzy się na nas gapili. Wszyscy troje na mnie spojrzeli, ale ten z czarnymi oczami ze współczuciem. Jakby chciał mi pomóc, ale nie mógł, bo coś mu tego zabraniało.
Wygięłam się w łuk z bólu. Zaczęłam płakać.
- Em, co się dzieje do cholery?! - Kat była zdezorientowana i przerażona. Jej oczy były całkiem czarne i pełne łez.
- Kate,uciekaj stąd ! Już ! Prosto do mojego domu !
- Ale... - zaczęła protestować.
- Już ! - przerwałam jej.
- Nigdzie bez ciebie nie idę. Po pierwsze : jesteś moja przyjaciółką,po drugie : Louis mnie zabije, jak wrócę do twojego domu, sama bez ciebie. - Powiedziała. Wiedziałam,że to nie wróży nic dobrego. Miałam bardzo mocne przeczucie, że w domu by była bezpieczniejsza. Znowu przeszedł mnie ten okropny ból. Tylko, ze sto razy mocniej. Zawyłam. Zauważyłam, że czarnooki chłopak zatrzymał się jak wyryty i odwrócił się do mnie. Widziałam w jego oczach współczucie i ból. Wiedziałam, że chciał do mnie podejść i mi pomóc. Zrobił pierwszy krok w moją stronę, ale zielonooki chłopak warknął coś do niego i - niestety - ten, który się na mnie gapił w klubie, odwrócił się i zaczął iść w przeciwną stronę.
Nie wiedziałam co się dzieje. Głowa zaczęła mnie cholernie boleć. Znowu wygięłam się w łuk. Kat zaczęła coś do mnie krzyczeć, ale ja jej już nie słyszałam. Nic nie słyszałam i nie widziałam. Ogarnęła mnie nicość. Upadłam. Nie miałam siły się podnieść. Ale i tak próbowałam. I nagle ktoś pomógł mi się podnieść. Zamrugałam parę razy żeby rozwiać ciemność.
I zobaczyłam go. Jego czarne oczy ze srebrnymi plamkami wpatrywały się w moje. Chłopak, który gapił się na mnie w klubie pomógł mi podnieść się na ręce. Spuściłam wzrok na asfalt. Boże jego oczy były takie ładne… Spojrzałam na dwóch pozostałych kolesi. Jeden z nich, ten z zielonymi oczami patrzył na mnie z pogardą, a drugi ze współczuciem, ale i szczyptą satysfakcji.
Oddychałam z trudnością. Zauważyłam, że z oczu Kat poleciały pierwsze łzy. Ja płakałam już tak mocno, że chyba mocniej się już nie dało. Ból był nie do zniesienia.
- Rozsuń bardziej ręce – usłyszałam głos chłopaka przede mną. – Nogi też. Spróbuj oprzeć się bardziej na stopach niż na kolanach. Pochyl się do przodu. – Zrobiłam to co kazał. Złapał mnie za ramiona. Kiedy wykonałam jego polecenie oddychało mi się o wiele lepiej. Nagle zaczęłam warczeć. Nisko i groźnie. Tak jak warczą wilki przed atakiem. Czułam się dziwnie. Ból już tak bardzo mi nie dokuczał, a ja czułam się, jakbym była na haju.
- Jeżeli czujesz się jak po wpływem marihuany to pokiwaj głową. – powiedział chłopak. Pokiwałam głową. – Oddychaj powoli i głęboko.
- Oho, Jack jakiś ty się opiekuńczy zrobił. – odezwał się zielonooki chłopak z rozbawieniem.
- Zamknij się Adam – odparował Jack.
Zaczęłam warczeć coraz głośniej. W końcu był przełom. Poczułam jak moje ręce i nogi się wydłużają, twarz też. Poczułam jak rosnę. Złapał mnie skurcz. Bolało, ale to był przyjemny ból. I nagle, kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że wszystko się wyostrzyło, a ja stałam na czterech łapach(?!) nad Jackiem. Plamki na jego oczach się powiększyły. Widziałam, że jest usatysfakcjonowany. Spojrzałam na jego pozostałych towarzyszy. W oczach zielonookiego chłopaka… chyba Adama widziałam niedowierzanie i odrobinę podziwu, a w oczach tego drugiego… zaraz, zaraz przecież to był Sebastian! Mój i Kate przyjaciel z gimnazjum ! Widziałam, że był zdziwiony. Uśmiechnął się do mnie przyjacielsko. Spojrzałam na Kate. Była przerażona.
***
Kiedy Em stanęła od razu wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Em, co ci jest? - zapytałam ją.
- Nie wiem. Ale boli mnie w klatce piersiowej i ledwo co oddycham. - odpowiedziała. Co?!
- Czemu mi nic nie powiedziałaś?
- Nie wiem...Nie chciałam cię mart... - nie skończyła, bo straciła równowagę i potknęła o kamień, upadła na ziemię. Oparła się na rękach i kolanach. Uklękłam przy niej. - Odsuń się, Kate.
- Daj spokój widziałam gorsze rzeczy niż rzygi. - odpowiedziałam nieprzekonana.
- Nie to coś o wiele gorszego... - powiedziała z pewnością. Z klubu wyszli ci trzej kolesie, którzy się na nas gapili. Wszyscy troje spojrzeli Em. Zielonooki zahaczył o mnie, puścił mi oczko?
Emily wygięła się w łuk. Zaczęła płakać.
- Em, co się dzieje do cholery?! - zapytałam. Byłam przerażona, a oczy miałam pełne łez.
- Kate,uciekaj stąd ! Już ! Prosto do mojego domu !
- Ale...
- Już ! - przerwała mi.
- Nigdzie bez ciebie nie idę. Po pierwsze : jesteś moja przyjaciółką,po drugie : Louis mnie zabije, jak wrócę do twojego domu, sama bez ciebie. - Powiedziałam. Em zawyła ,a czarnooki chłopak zatrzymał się jak wyryty i odwrócił. W jego oczach czaiło się współczucie i ból gdy patrzył na Emily. Chciał podejść i pomóc. Zrobił pierwszy krok w naszą stronę, ale zielonooki chłopak warknął do niego coś co zabrzmiało jak „Daj jej to zrobić samej”- i niestety - odwrócił się i zaczął iść w przeciwną stronę.
Em znów wygięła się w łuk. Zaczęłam krzyczeć jej imię i potrząsać nią, ale ona nie reagowała. Upadła i próbowała się podnieść, lecz zabrakło jej siły. Spojrzałam w stronę chłopaków z klubu. Stali na końcu ulicy i patrzyli. Ciemnooki podbiegł do nas nie zwracając uwagi na protesty kolegów, którzy pobiegli za nim. Jeden wydawał się znajomy... ale nie to było teraz ważne! „Chłopak Em” lekko mnie od niej odepchnął i pomógł jej wstać. A z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
Emily również płakała.
- Rozsuń bardziej ręce – polecił ciemnooki – Nogi też. Spróbuj oprzeć się bardziej na stopach niż na kolanach. Pochyl się do przodu. – Em wykonała te wszystkie polecenia, a on złapał ją za ramiona. W innych okolicznościach zapewne zaczęłabym się śmiać ale teraz byłam przerażona. Nagle zaczęła warczeć. Nisko i groźnie. Tak jak warczą wilki przed atakiem.
- Jeżeli czujesz się jak po wpływem marihuany to pokiwaj głową. – Em przytaknęła– Oddychaj powoli i głęboko.
- Oho, Jack jakiś ty się opiekuńczy zrobił. – odezwał się zielonooki chłopak z rozbawieniem. Posłałam mu mordercze spojrzenie. Jak on mógł?!
- Zamknij się Adam – odparował Jack.
Em warczała coraz głośniej. Jej ręce i nogi zaczęły się wydłużać, twarz też. Znacząco urosła. I nagle, nie patrzyłam na wątłe ciało mojej przyjaciółki tylko na wielką bestię stojącą na czterech łapach nad Jackiem. To był wilk. Wielki wilk o rdzawej sierści. Zaczęłam się trząść, odsunęłam się możliwie najdalej od bestii. Jej łeb powoli odwrócił się w moją stronę. Miała oczy Emily.
________________________________________________________________________
Krótszy niż poprzedni :'( 
Bardzo przepraszamy (to głównie wina Kat) i obiecujemy, że następny będzie dłuższy!!!
Dzięki, że czytacie
Kat&Em 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział I "Po co nam właściwie nowy rok"

- Mamo mogę iść na imprezę ?
- Oczywiście, że nie. Nie będziesz chodzić w nocy po jakiś klubach i wracać pijana do domu.
- Mamo,ja się nigdy nie upijam,a za niedługo kończę 18 lat...
- I co w związku z tym? Nie idziesz na żadną imprezę.
- Jasne ! Teraz będziesz mnie trzymać w domu, jak w jakimś więzieniu, tak?!
- Dopóki mieszkasz w moim domu i dopóki nie jesteś pełnoletnia, będziesz się mnie słuchać !
- Nienawidzę cię ! - po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju, a zamykając drzwi, trzasnęłam nimi z całej siły. Potem upadłam na swoje łóżko i zaczęłam tłuc rękami w poduszki, materac i zrzucać kołdrę. Nagle zadzwoniła mi komórka. Od razu rozpoznałam kto to ale spojrzałam, żeby się upewnić. Tak to była Em. Moja najlepsza przyjaciółka.
- I jak ? - odezwała się pierwsza Emily.
- Masakra ! - opowiedziałam jej całą sytuację. - Rozumiesz to ?! Zabrania MI iść na imprezę !
- To może przyjdziesz do mnie? I razem po świętujemy Nowy Rok ?
- Naprawdę ?! Mogę ?!
- Jasne. Co ty myślisz? Że nie zrobiłabym wszystkiego żebyś była szczęśliwa ?
- Jezu... Naprawdę ?! Jesteś teraz w domu ?
- Jasne !
- Nie ruszaj się nigdzie z stamtąd. Będę za max. 20 minut.
- Czekam. A może przyjechać po ciebie ?
- Nie. Poradzę sobie. Czekaj tam na mnie -po tych słowach spakowałam ciuchy i niezbędne rzeczy do torby i wyszłam z pokoju. Zaczęłam się ubierać do wyjścia.
- Gdzie idziesz ? - zapytała się Rebeca, moja “mama”.
- Do Emily. Nie wiem kiedy i o której wrócę.
- Podwieźć cię ?
- Nie. Pojadę sama - po tych wyszłam i zaczęłam iść na przystanek.
***
Czekałam na Kat. Strasznie się o nią niepokoiłam. Ona nawet idąc do kuchni potrafi zrobić sobie krzywdę.Nagle zaczęła mnie okropnie boleć głowa. Nie no znowu ? Pomyślałam. I nagle zobaczyłam.
Dwóch chłopaków walczy z jakimiś mężczyznami w czerwono – czarnych ubraniach. Jeden z nich był wysokim brunetem o prawie czarnych oczach ze srebrnymi plamkami, został zraniony w brzuch, a drugi o jasnej cerze z zielonymi oczami, kiedy się na niego spojrzał został zraniony, tyko że w samo serce.
Puk,puk,puk! Odgłos stukotania wyrwał mnie z zadumy. Szybko się ogarnęłam.
- Proszę ! – zawołałam. Do pokoju weszła Kat.
- Hej ! – powitała mnie.
- Cześć ! – powiedziałam i wyściskałam ją.
- Znowu ten ból głowy ? – zapytała.
- Tak. Boli jak cholera, ale już powoli przechodzi. Skąd wiedziałaś ?
- Zeszłabyś na dół i czekała na mnie. Co tym razem zobaczyłaś ?
- Przepraszam cię najmocniej. Nawet nie słyszałam jak dzwoniłaś. Dwóch facetów. Nawet ładnych. Walczyli. Oboje zostali zranieni. Poważnie.
- I… ?
- I koniec. Wiesz, że one są krótkie. Nigdy nie widzę zakończenia. – siedziałyśmy chwilę w ciszy. Pierwsza odezwałam się ja.
- Dobra. Szykujmy się bo nie zdążymy.
- Nie zdążymy na co ? – zapytała ze zdziwieniem Kat.
- Jak to na co ? Na imprezę na którą tak bardzo chciałaś iść.
- Żartujesz sobie ?! -na twarzy Kat zagościł dobrze znany mi uśmiech.
- No jasne że nie. Wiedziałam, że mama ci nie powoli, więc obgadałam wszystko z Louisem. Nie od razu się zgodził, ale udało mi się go namówić.
- Jezus ! Jesteś kochana ! Nigdy ci tego nie zapomnę ! – po tych słowach uściskała mnie tak, że prawie mnie nie udusiła.
- Dobra, dobra. Już. Bo mnie udusisz i pójdziesz sama na tą imprezę.
Zaczęłyśmy się szykować. Ja ubrałam się w czarno – srebrną sukienkę do kolan. Miała usztywniony dekolt. Do tego czarne rajstopy a na nie czarne szpilki. Na to wszystko zarzuciłam skórzaną, czarną kurtkę. Kate ubrała się w czarną spódnicę i czarny top. Do tego – tak jak ja – szpilki i (jak zwykle)czarną, skórzaną kurtkę. Pomalowałyśmy sobie paznokcie na (jak zapewne trudno się domyśleć) czarno i zrobiłyśmy sobie mocny makijaż. Wzięłam swój marynarski worek i spakowałam tam klucze, dowód i inne potrzebne rzeczy. Poprawiłyśmy fryzury i zapukałam do pokoju Louisa.
***
Wyglądałyśmy szałowo. Nadal nie mogłam uwierzyć, że Em to wszystko zaplanowała. Ciekawe jak nakłoniła do pomocy swojego brata... a zresztą nie ważne. Najważniejsze było to, że miałyśmy iść na imprezę!!! Kocham imprezy,Em twierdzi, że wtedy wychodzi ze mnie demon, a ja w pełni się z nią zgadzam.
Kiedy Em wbiła się w swoją czarną kieckę i czarne szpilki, umalowała twarz i paznokcie... no cóż pomimo jej niskiego wzrostu każdy kto ją spotka będzie miał ochotę krzyczeć ze strachu. Czerń doskonale pasowała do jej jasnobrązowych włosów i oczu o barwie kawy. Była piękna i straszna zarazem. Jeśli chodzi o mnie... kocham czarny. Jestem osobą średniego wzrostu, mam ciemnobrązowe włosy i oczy barwy gorzkiej czekolady, które kiedy przeżywam „ciężkie” emocje stają się całkowicie czarne. Chociaż Em często mówi mi, że mam ładną sylwetkę to nie potrafię jej w to uwierzyć (w końcu to moja przyjaciółka). Mam dość duży biust i dlatego założyłam czarny top z ładnym dekoldem nie pokazującym za dużo ale i nie okutającym mnie za bardzo. Do tego czarna skórzana spódnica przed kolano i również skórzana kurtka. Obowiązkowo czarne szpilki. Potem Emily zrobiła mi mocny makijaż i pomalowała paznokcie. Spojrzałyśmy w lustro, budziłyśmy grozę. Idealnie.
***
- Jesteśmy gotowe – powiedziałam przez uchylone drzwi do Louisa.
- Jasne. Już was wiozę – odpowiedział.
Zapakowaliśmy się do auta.
- Nieźle wyglądacie – stwierdził.
- Dzięki – odpowiedziałyśmy. Spojrzałam na Kat, jak zwykle po usłyszeniu komplementu zarumieniła się.
- Uważajcie tam na siebie. Nie chcę potem pomagać tobie, albo tobie – Kat – mówiąc to spojrzał w wsteczne lusterko – wychowywać małego niemowlaka.
- Spokojnie. Nie martw się. Będziemy na siebie uważać.-powiedziałam. Coś jednak mówiło mi że los ma moje plany gdzieś.
Kiedy wysiadłyśmy z auta, Louis poczekał, aż wejdziemy do klubu, a potem odjechał. Kiedy usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy pierwszego drinka zauważyłam, że jakiś gościu, który siedział w rogu z razem dwoma kumplami, ciągle mi się przygląda. Jego prawie czarne oczy z srebrnymi plamkami były piękne. Nagle drugi, który siedział obok niego też podniósł wzrok znad drinka i zaczął się wpatrywać w Kate. Ten miał akurat zielone, mocno zielone oczy, sprawiały, że wydawało się, że może spojrzeć głęboko w duszę i odnaleźć twoje największe lęki.
-Na lewo. Róg, bardziej bliżej wyjścia. Trzech kolesi. Dwóch z nich wpatruje się z nas. Ten z zielonymi oczami wpatruje się w ciebie, a ten z czarnymi… chyba we mnie – poinformowałam Kate. Spojrzała w tamtą stronę ukradkiem. Nagle odwróciła się do mnie z miną wyrażającą niesmak.
- Masz rację, słyszę ich - powiedziała moja przyjaciółka - ale przez przypadek usłyszałam też gościa z pod okna. Nie chcesz wiedzieć co chce z tobą robić...-Kat wzdrygnęła się.
- A ten z "naszych" chłopaków, ten czarnowłosy z zielonymi oczami? - zapytałam się. Dziewczyna zmarszczyła brwi i zamknęła oczy.
- Dziwne... nic nie słyszę. -powiedziała otwierając oczy z których biło niedowierzanie – Kompletna pustka, jak u ciebie!
- Może dla ciebie dziwne. Ale dla mnie dziwniejsze.
- Czemu ? - spytała z zaciekawieniem Kat. Zauważyłam,że jest strasznie niespokojna.
- Kojarzę ich skądś. - Kate w odpowiedzi uniosła jedną brew. - Ale nie mam zielonego pojęcia skąd. - Wytężyłam umysł w poszukiwaniu odpowiedzi, ale nic. Zawsze jak czegoś potrzebujesz sobie coś przypomnieć to twój umysł ma cię gdzieś. Mimo to nie przestawałam. Już, już miałam...Kuźwa ! Uciekło mi to. Nagle zaczęła mnie boleć głowa. Boli mnie tak zazwyczaj jak mam "widzenie".
- Nie, błagam nie teraz. - Wyszeptałam, mimo to Kat (jak zwykle) mnie usłyszała.
- Znowu ? - zapytała. Nie mogłam jej odpowiedzieć, bo już przeniosłam się do mojej wizji.
Ja i Kat biegłyśmy przez wąską uliczkę. Skręciłyśmy w jedną uliczkę, która wyglądała obiecująco... Niestety. Okazała się być ślepą. Stałyśmy przerażone, patrząc się w ceglaną ścianę, która zagradzała nam dalszej ucieczki. Coś się zbliżało. Coś, co nas bardzo przerażało. I nagle ktoś stanął przed nami i powiedział znanym mi głosem : Nie ruszajcie się.
- O Jezu. To nie może być... - powiedziałam chwilę po tym jak wróciłam do rzeczywistości.
- Co nie może być ? - Zapytała lekko przerażona Kate. Opowiedziałam jej to co widziałam.
- W dodatku byłyśmy w tych ciuchach, w których jesteśmy teraz.
-CO?!
***
- To one. - szepnął do mnie Adam.
- Jesteś pewien? - zapytałem dla pewności.
- Tak na pewno.
- Zaraz o kim mówicie? - zapytał Sebastian, który jak zwykle skupiał się nie na tym co trzeba.
- A o tych dwóch dziewczynach, których szukamy od dłuższego czasu. - odpowiedział Adam z typowym dla siebie sarkazmem. - Znaleźliśmy je.
- Które to ? - zapytał rozglądając się po klubie wypełnionym zapachem potu i alkoholu.
- Te przy barze. Jedna z nich ma sukienkę, a druga spódnicę. Ta w sukience ma włosy związane w kłosa, a druga ma je rozpuszczone i lekko podkręcone. - odpowiedziałem mu.
- Jak ty stąd widzisz w co są ubrane i jakie mają uczesanie ? - zapytał mnie ze zdziwieniem w głosie Sebastian.
- Jestem wilkołakiem. Zapomniałeś? - odpowiedziałem mu.
- No tak... - spojrzał w stronę dziewczyn, których szukaliśmy. Zmarszczył brwi. - Zaraz... Czy to nie...? No oczywiście, że tak! Ale jak...
- Znasz je? - zapytał Adam.
- Oczywiście, że tak ! Przecież to Emily i Kate.
- Skąd je znasz? - zapytał ponownie wampir.
- Znałem je w gimnazjum. Przyjaźniliśmy się. Wiemy o sobie prawie że wszystko.
- Jesteś pewien, że to one?
- No jasne, że tak! Zmieniły się od tam tej pory, to trzeba przyznać, ale pod pozytywnym względem. Obie wyładniały.
- Co teraz ? - zapytałem.
- Teraz nie spuszczamy ich z oczu, aż do momentu w którym wyjdą z klubu. - odpowiedział wszystkowiedzący Adam. Zauważyłem, że patrzy tymi swoimi zielonymi oczami na jedną z nich. Na tą wyższą. Jego oczy zaczęły błyszczeć. Czyżby się podniecił?
- Ej, ale chyba nie zamierzasz którejś z nich ugryźć? No nie? - zapytałem z obawą.
- Postaram się. Wiesz, że nie piłem ludzkiej krwi nic od paru tygodni. Trudno będzie mi się powstrzymać. Już stąd czuję, że obie mają smakowitą krew. A szczególnie ta wyższa z dużym biustem. - Oblizał wargi. Zauważyłem, że przez jego dolną wargę przebijają się kły, które ciągle rosły.
- Rozumiem, że jesteś wampirem i masz swoje prawa, ale błagam postaraj się. Szukamy ich już tak długo...
- Właśnie - wtrącił Sebastian - Szkoda by było tłumaczyć się Johnsonowi, że jednak misja zakończyła się niepowodzeniem, bo ktoś był głodny...
- Ty nie masz się czym przejmować, bo zazwyczaj wszystko co do tej pory upolowałem oddawałem tobie, mój drogi braciszku. - Odparował Adam, a Sebastian wyglądał jakby miał się na niego rzucić. Zignorowałem ich. Spojrzałem jeszcze raz na te dziewczyny. Moją uwagę przykuła niższa z nich, uczesana w kłosa. Pociągnąłem nosem. Była wilkołakiem. "Świeżo upieczonym". Wiedziałem, że jeśli Adam coś jej zrobi to wszystko zepsuje. Mówiąc coś mam na myśli ugryzienie jej.
- Nie waż się tknąć tej mniejszej. - ostrzegłem go.
- Czemu? Już się w niej zakochałeś? Nie bądź taki szybki.
- Ekhem, Pozwolicie, że się wtrącę. Ta niższa to Emily-Em,a wyższa - Kate-Kat. - wyjaśnił szybko Sebastian.
- Nie zakochałem się.
- No cóż jesteś po trochu faerie więc kłamać to ty nie umiesz. Czemu mam jej nie tknąć? Już stąd czuję, że ma smakowitą krew. Pachnie pięknie. - mówiąc to uśmiechnął się przebiegle. Drażnił się ze mną.
- Wampiry piją krew wilkołaków?- Zapytałem zmieniając na chwilę temat.
- Wampiry piją każdą krew. - odpowiedział mi Adam.
- Dobrze więc. - mówiąc to wyjąłem sztylet zza paska od dłoni i przyłożyłem go sobie do dłoni. Zacisnąłem ją na nim i skierowałem pięść, ostrzem w dół do pustego już, kieliszka Adama. Powoli naczynie zaczęło się napełniać moją krwią. Skrzywiłem się z bólu. Kiedy kieliszek napełnił się do pełna czerwoną cieszą wytarłem sztylet o spodnie i schowałem go z powrotem za pasek. Następnie urwałem kawałek mojej czarnej bluzki i owinąłem go sobie w okół dłoni, na której miałem ranę od sztyletu.
Wiem, że to nie ugasi twojego pragnienia, ale zawsze coś i może starczy na jakiś czas. - przesunąłem naczynie w stronę Adama. Zaczął pić i w ciągu kilku sekund kieliszek był już pusty.
- Dzięki Jack - powiedział. - Ale mógłbyś mi wytłumaczyć czemu mam nie tykać... jak jej tam...? Emily?
- Jest wilkołakiem. - odpowiedziałem.
- Iii...?
- I dzisiaj najprawdopodobniej będzie miała swoją pierwsza przemianę. Kiedy ją ugryziesz, już nie będzie wilkołakiem. - wytłumaczyłem. - Coś mi się wydaje, że nie jest zwyczajnym dzieckiem księżyca. Ma nie zwykły dar. A nawet dary.
***
-Za godzinę Nowy Rok. - uświadomiła mi Kat. - Chodź pobalujemy jeszcze trochę. - zachęcała mnie.
- Nie mogę, Kat. Nogi już mi wysiadają od tych tańców.
- No weź! Przywitasz Nowy Rok siedzą przy barze i pijąc drinki jak jakaś stara ciotka-alkoholiczka?
- Nowy Rok, Nowy Rok... Czym się będzie różnił od tego wcześniejszego? Oprócz tego, że na końcu będzie inny numerek? Nadal będą się rodzić nowi ludzie. Nadal będą świętowane urodziny, imieniny i rocznice. Nadal będą umierać ludzie. Nadal będą pogrzeby. Będą się kształtować nowe małżeństwa, nadal małżeństwa będą się rozpadać. Znowu mnóstwo dzieci zostanie osieroconych. Znowu będzie mnóstwo tragicznych śmierci. Nadal będą wypadki samochodowe, nadal będą trzęsienia ziemi i tornada. Nic się nie zmieni. Tylko zmieni się to, że każdy z nas się postarzeje. Nie rozumiem czemu ludzie zrobili z tego takie wielkie święto? Przecież to nic takiego nadzwyczajnego. - Kate tylko przewróciła oczami. Robiła tak zawsze kiedy była zniecierpliwiona moim gadaniem o bezsensowności życia. Chociaż zwykle przyznawała mi rację.
- Daj spokój, Em ! Później o tym pogadamy, a teraz chodź się bawić - Kat jak zwykle w dobrym humorze na takich imprezach. Zaciągnęła mnie z powrotem na parkiet i tańczyłyśmy, aż do chwili przed rozpoczęciem się Nowego Roku.
Wkrótce rozpoczęło się odliczanie. Wszyscy obecni w klubie wyszli na zewnątrz. Tylko ci trzej kolesie zostali. Dopiero kiedy my wyszyłyśmy,oni podążyli za nami.
- 10, 9, 8...- tłum zaczął odliczać, a ja wraz z Kat razem z nim. - 4, 3, 2, 1, !!! NOWY ROK !!! - wszyscy zaczęli wrzeszczeć. Następnie w niebo wbiło się paręnaście petard. Przytuliłyśmy się z Kat i życzyłyśmy sobie nawzajem szczęśliwego nowego roku, a ja na koniec dodałam :
- Wiesz, że i tak nie unikniesz dyskusji na temat tego, że świętowanie nowego roku to beznadziejny pomysł. - uśmiechnęła się do mnie tym swoim uśmieszkiem, który mówił ''jasne, jasne." i wróciłyśmy z powrotem do klubu.
Po jakimś czasie uznałyśmy, że będziemy się zbierać. Odebrałyśmy z szatni nasze rzeczy i wyszłyśmy na zewnątrz.
- Piękny dziś księżyc. - stwierdziła Kate. - I to w dodatku, jest dzisiejszej nocy w pełni. - Spojrzałam w górę na niebo. Kate miała rację. Był przepiękny. Mogłabym się wpatrywać godzinami. Był taki hipnotyzujący... Nagle poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Ale nie obchodziło mnie to. Księżyc był najważniejszy.
- Em, wszystko dobrze ?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kate. Zamrugałam kilka razy. Próbowałam odwrócić wzrok od księżyca. Jezu, jakie to było trudne ! W końcu udało mi się spojrzeć na Kat.
- Tak, tak... Wszystko okej... - skłamałam. Ból się nasilał.
- Jesteś pewna? Może cię ponieść? - zaproponowała z troską.
- Ej, Kate! Rozumiem, ze jestem niska, ale to nie znaczy, ze masz mnie od razu na rękach nosić.
- Chce ci się rzygać? - dopytywała. Kurde...ta jej delikatność. Powoli traciłam cierpliwość.
- Nic mi nie jest. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Ból był co raz silniejszy. Kate spojrzała na mnie z ukosa i pokręciła głową.
- Taka mała, a taka uparta. - słyszałam jak jeszcze to wymamrotała pod nosem, a potem ruszyłyśmy.