-
Mamo mogę iść na imprezę ?
-
Oczywiście, że nie. Nie będziesz chodzić w nocy po jakiś klubach
i wracać pijana do domu.
-
Mamo,ja się nigdy nie upijam,a za niedługo kończę 18 lat...
-
I co w związku z tym? Nie idziesz na żadną imprezę.
-
Jasne ! Teraz będziesz mnie trzymać w domu, jak w jakimś
więzieniu, tak?!
-
Dopóki mieszkasz w moim domu i dopóki nie jesteś pełnoletnia,
będziesz się mnie słuchać !
-
Nienawidzę cię ! - po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju, a
zamykając drzwi, trzasnęłam nimi z całej siły. Potem upadłam na
swoje łóżko i zaczęłam tłuc rękami w poduszki, materac i
zrzucać kołdrę. Nagle zadzwoniła mi komórka. Od razu
rozpoznałam kto to ale spojrzałam, żeby się upewnić. Tak to była
Em. Moja najlepsza przyjaciółka.
-
I jak ? - odezwała się pierwsza Emily.
-
Masakra ! - opowiedziałam jej całą sytuację. - Rozumiesz to ?!
Zabrania MI iść na imprezę !
-
To może przyjdziesz do mnie? I razem po świętujemy Nowy Rok ?
-
Naprawdę ?! Mogę ?!
-
Jasne. Co ty myślisz? Że nie zrobiłabym wszystkiego żebyś była
szczęśliwa ?
-
Jezu... Naprawdę ?! Jesteś teraz w domu ?
-
Jasne !
-
Nie ruszaj się nigdzie z stamtąd. Będę za max. 20 minut.
-
Czekam. A może przyjechać po ciebie ?
-
Nie. Poradzę sobie. Czekaj tam na mnie -po tych słowach spakowałam
ciuchy i niezbędne rzeczy do torby i wyszłam z pokoju. Zaczęłam
się ubierać do wyjścia.
-
Gdzie idziesz ? - zapytała się Rebeca, moja “mama”.
-
Do Emily. Nie wiem kiedy i o której wrócę.
-
Podwieźć cię ?
-
Nie. Pojadę sama - po tych wyszłam i zaczęłam iść na
przystanek.
***
Czekałam
na Kat. Strasznie się o nią niepokoiłam. Ona nawet idąc do kuchni
potrafi zrobić sobie krzywdę.Nagle zaczęła mnie okropnie boleć
głowa. Nie no znowu ? Pomyślałam. I nagle zobaczyłam.
Dwóch
chłopaków walczy z jakimiś mężczyznami w czerwono – czarnych
ubraniach. Jeden z nich był wysokim brunetem o prawie czarnych
oczach ze srebrnymi plamkami, został zraniony w brzuch, a drugi o
jasnej cerze z zielonymi oczami, kiedy się na niego spojrzał został
zraniony, tyko że w samo serce.
Puk,puk,puk!
Odgłos stukotania wyrwał mnie z zadumy. Szybko się ogarnęłam.
-
Proszę ! – zawołałam. Do pokoju weszła Kat.
-
Hej ! – powitała mnie.
-
Cześć ! – powiedziałam i wyściskałam ją.
-
Znowu ten ból głowy ? – zapytała.
-
Tak. Boli jak cholera, ale już powoli przechodzi. Skąd wiedziałaś
?
-
Zeszłabyś na dół i czekała na mnie. Co tym razem zobaczyłaś ?
-
Przepraszam cię najmocniej. Nawet nie słyszałam jak dzwoniłaś.
Dwóch facetów. Nawet ładnych. Walczyli. Oboje zostali zranieni.
Poważnie.
-
I… ?
-
I koniec. Wiesz, że one są krótkie. Nigdy nie widzę zakończenia.
– siedziałyśmy chwilę w ciszy. Pierwsza odezwałam się ja.
-
Dobra. Szykujmy się bo nie zdążymy.
-
Nie zdążymy na co ? – zapytała ze zdziwieniem Kat.
-
Jak to na co ? Na imprezę na którą tak bardzo chciałaś iść.
-
Żartujesz sobie ?! -na twarzy Kat zagościł dobrze znany mi
uśmiech.
-
No jasne że nie. Wiedziałam, że mama ci nie powoli, więc
obgadałam wszystko z Louisem. Nie od razu się zgodził, ale udało
mi się go namówić.
-
Jezus ! Jesteś kochana ! Nigdy ci tego nie zapomnę ! – po tych
słowach uściskała mnie tak, że prawie mnie nie udusiła.
-
Dobra, dobra. Już. Bo mnie udusisz i pójdziesz sama na tą imprezę.
Zaczęłyśmy
się szykować. Ja ubrałam się w czarno – srebrną sukienkę do
kolan. Miała usztywniony dekolt. Do tego czarne rajstopy a na nie
czarne szpilki. Na to wszystko zarzuciłam skórzaną, czarną
kurtkę. Kate ubrała się w czarną spódnicę i czarny top. Do tego
– tak jak ja – szpilki i (jak zwykle)czarną, skórzaną kurtkę.
Pomalowałyśmy sobie paznokcie na (jak zapewne trudno się domyśleć)
czarno i zrobiłyśmy sobie mocny makijaż. Wzięłam swój
marynarski worek i spakowałam tam klucze, dowód i inne potrzebne
rzeczy. Poprawiłyśmy fryzury i zapukałam do pokoju Louisa.
***
Wyglądałyśmy
szałowo. Nadal nie mogłam uwierzyć, że Em to wszystko
zaplanowała. Ciekawe jak nakłoniła do pomocy swojego brata... a
zresztą nie ważne. Najważniejsze było to, że miałyśmy iść na
imprezę!!! Kocham imprezy,Em twierdzi, że wtedy wychodzi ze mnie
demon, a ja w pełni się z nią zgadzam.
Kiedy
Em wbiła się w swoją czarną kieckę i czarne szpilki, umalowała
twarz i paznokcie... no cóż pomimo jej niskiego wzrostu każdy kto
ją spotka będzie miał ochotę krzyczeć ze strachu. Czerń
doskonale pasowała do jej jasnobrązowych włosów i oczu o barwie
kawy. Była piękna i straszna zarazem. Jeśli chodzi o mnie...
kocham czarny. Jestem osobą średniego wzrostu, mam ciemnobrązowe
włosy i oczy barwy gorzkiej czekolady, które kiedy przeżywam
„ciężkie” emocje stają się całkowicie czarne. Chociaż Em
często mówi mi, że mam ładną sylwetkę to nie potrafię jej w to
uwierzyć (w końcu to moja przyjaciółka). Mam dość duży biust i
dlatego założyłam czarny top z ładnym dekoldem nie pokazującym
za dużo ale i nie okutającym mnie za bardzo. Do tego czarna
skórzana spódnica przed kolano i również skórzana kurtka.
Obowiązkowo czarne szpilki. Potem Emily zrobiła mi mocny makijaż i
pomalowała paznokcie. Spojrzałyśmy w lustro, budziłyśmy grozę.
Idealnie.
***
-
Jesteśmy gotowe – powiedziałam przez uchylone drzwi do Louisa.
-
Jasne. Już was wiozę – odpowiedział.
Zapakowaliśmy
się do auta.
-
Nieźle wyglądacie – stwierdził.
-
Dzięki – odpowiedziałyśmy. Spojrzałam na Kat, jak zwykle po
usłyszeniu komplementu zarumieniła się.
-
Uważajcie tam na siebie. Nie chcę potem pomagać tobie, albo tobie
– Kat – mówiąc to spojrzał w wsteczne lusterko – wychowywać
małego niemowlaka.
-
Spokojnie. Nie martw się. Będziemy na siebie uważać.-powiedziałam.
Coś jednak mówiło mi że los ma moje plany gdzieś.
Kiedy
wysiadłyśmy z auta, Louis poczekał, aż wejdziemy do klubu, a
potem odjechał. Kiedy usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy
pierwszego drinka zauważyłam, że jakiś gościu, który siedział
w rogu z razem dwoma kumplami, ciągle mi się przygląda. Jego
prawie czarne oczy z srebrnymi plamkami były piękne. Nagle drugi,
który siedział obok niego też podniósł wzrok znad drinka i
zaczął się wpatrywać w Kate. Ten miał akurat zielone, mocno
zielone oczy, sprawiały, że wydawało się, że może spojrzeć
głęboko w duszę i odnaleźć twoje największe lęki.
-Na
lewo. Róg, bardziej bliżej wyjścia. Trzech kolesi. Dwóch z nich
wpatruje się z nas. Ten z zielonymi oczami wpatruje się w ciebie, a
ten z czarnymi… chyba we mnie – poinformowałam Kate. Spojrzała
w tamtą stronę ukradkiem. Nagle odwróciła się do mnie z miną
wyrażającą niesmak.
-
Masz rację, słyszę ich - powiedziała moja przyjaciółka - ale
przez przypadek usłyszałam też gościa z pod okna. Nie
chcesz wiedzieć co chce z tobą robić...-Kat
wzdrygnęła się.
-
A ten z "naszych" chłopaków, ten
czarnowłosy z zielonymi oczami? - zapytałam się. Dziewczyna
zmarszczyła brwi i zamknęła oczy.
-
Dziwne... nic nie słyszę. -powiedziała otwierając oczy z których
biło niedowierzanie – Kompletna pustka, jak u ciebie!
-
Może dla ciebie dziwne. Ale dla mnie dziwniejsze.
-
Czemu ? - spytała z zaciekawieniem Kat. Zauważyłam,że jest
strasznie niespokojna.
-
Kojarzę ich skądś. - Kate w odpowiedzi uniosła jedną brew. - Ale
nie mam zielonego pojęcia skąd. - Wytężyłam umysł w
poszukiwaniu odpowiedzi, ale nic. Zawsze jak czegoś potrzebujesz
sobie coś przypomnieć to twój umysł ma cię gdzieś. Mimo to nie
przestawałam. Już, już miałam...Kuźwa ! Uciekło mi to. Nagle
zaczęła mnie boleć głowa. Boli mnie tak zazwyczaj jak mam
"widzenie".
-
Nie, błagam nie teraz. - Wyszeptałam, mimo to Kat (jak zwykle)
mnie usłyszała.
-
Znowu ? - zapytała. Nie mogłam jej odpowiedzieć, bo już
przeniosłam się do mojej wizji.
Ja
i Kat biegłyśmy przez wąską uliczkę. Skręciłyśmy w jedną
uliczkę, która wyglądała obiecująco... Niestety. Okazała się
być ślepą. Stałyśmy przerażone, patrząc się w ceglaną
ścianę, która zagradzała nam dalszej ucieczki. Coś się
zbliżało. Coś, co nas bardzo przerażało. I nagle ktoś stanął
przed nami i powiedział znanym mi głosem : Nie ruszajcie się.
-
O Jezu. To nie może być... - powiedziałam chwilę po tym jak
wróciłam do rzeczywistości.
-
Co nie może być ? - Zapytała lekko przerażona Kate. Opowiedziałam
jej to co widziałam.
-
W dodatku byłyśmy w tych ciuchach, w których jesteśmy teraz.
-CO?!
***
-
To one. - szepnął do mnie Adam.
-
Jesteś pewien? - zapytałem dla pewności.
-
Tak na pewno.
-
Zaraz o kim mówicie? - zapytał Sebastian, który jak zwykle skupiał
się nie na tym co trzeba.
-
A o tych dwóch dziewczynach, których szukamy od dłuższego czasu.
- odpowiedział Adam z typowym dla siebie sarkazmem. - Znaleźliśmy
je.
-
Które to ? - zapytał rozglądając się po klubie wypełnionym
zapachem potu i alkoholu.
-
Te przy barze. Jedna z nich ma sukienkę, a druga spódnicę. Ta w
sukience ma włosy związane w kłosa, a druga ma je rozpuszczone i
lekko podkręcone. - odpowiedziałem mu.
-
Jak ty stąd widzisz w co są ubrane i jakie mają uczesanie ? -
zapytał mnie ze zdziwieniem w głosie Sebastian.
-
Jestem wilkołakiem. Zapomniałeś? - odpowiedziałem mu.
-
No tak... - spojrzał w stronę dziewczyn, których szukaliśmy.
Zmarszczył brwi. - Zaraz... Czy to nie...? No oczywiście, że tak!
Ale jak...
-
Znasz je? - zapytał Adam.
-
Oczywiście, że tak ! Przecież to Emily i Kate.
-
Skąd je znasz? - zapytał ponownie wampir.
-
Znałem je w gimnazjum. Przyjaźniliśmy się. Wiemy o sobie prawie
że wszystko.
-
Jesteś pewien, że to one?
-
No jasne, że tak! Zmieniły się od tam tej pory, to trzeba
przyznać, ale pod pozytywnym względem. Obie wyładniały.
-
Co teraz ? - zapytałem.
-
Teraz nie spuszczamy ich z oczu, aż do momentu w którym wyjdą z
klubu. - odpowiedział wszystkowiedzący Adam. Zauważyłem, że
patrzy tymi swoimi zielonymi oczami na jedną z nich. Na tą wyższą.
Jego oczy zaczęły błyszczeć. Czyżby się podniecił?
-
Ej, ale chyba nie zamierzasz którejś z nich ugryźć? No nie? -
zapytałem z obawą.
-
Postaram się. Wiesz, że nie piłem ludzkiej krwi nic od paru
tygodni. Trudno będzie mi się powstrzymać. Już stąd czuję, że
obie mają smakowitą krew. A szczególnie ta wyższa z dużym
biustem. - Oblizał wargi. Zauważyłem, że przez jego dolną wargę
przebijają się kły, które ciągle rosły.
-
Rozumiem, że jesteś wampirem i masz swoje prawa, ale błagam
postaraj się. Szukamy ich już tak długo...
-
Właśnie - wtrącił Sebastian - Szkoda by było tłumaczyć się
Johnsonowi, że jednak misja zakończyła się niepowodzeniem, bo
ktoś był głodny...
-
Ty nie masz się czym przejmować, bo zazwyczaj wszystko co do tej
pory upolowałem oddawałem tobie, mój drogi braciszku. - Odparował
Adam, a Sebastian wyglądał jakby miał się na niego rzucić.
Zignorowałem ich. Spojrzałem jeszcze raz na te dziewczyny. Moją
uwagę przykuła niższa z nich, uczesana w kłosa. Pociągnąłem
nosem. Była wilkołakiem. "Świeżo upieczonym".
Wiedziałem, że jeśli Adam coś jej zrobi to wszystko zepsuje.
Mówiąc coś mam na myśli ugryzienie jej.
-
Nie waż się tknąć tej mniejszej. - ostrzegłem go.
-
Czemu? Już się w niej zakochałeś? Nie bądź taki szybki.
-
Ekhem, Pozwolicie, że się wtrącę. Ta niższa to Emily-Em,a wyższa
- Kate-Kat. - wyjaśnił szybko Sebastian.
-
Nie zakochałem się.
-
No cóż jesteś po trochu faerie więc kłamać to ty nie umiesz.
Czemu mam jej nie tknąć? Już stąd czuję, że ma smakowitą krew.
Pachnie pięknie. - mówiąc to uśmiechnął się przebiegle.
Drażnił się ze mną.
-
Wampiry piją krew wilkołaków?- Zapytałem zmieniając na chwilę
temat.
-
Wampiry piją każdą krew. - odpowiedział mi Adam.
-
Dobrze więc. - mówiąc to wyjąłem sztylet zza paska od dłoni i
przyłożyłem go sobie do dłoni. Zacisnąłem ją na nim i
skierowałem pięść, ostrzem w dół do pustego już, kieliszka
Adama. Powoli naczynie zaczęło się napełniać moją krwią.
Skrzywiłem się z bólu. Kiedy kieliszek napełnił się do pełna
czerwoną cieszą wytarłem sztylet o spodnie i schowałem go z
powrotem za pasek. Następnie urwałem kawałek mojej czarnej bluzki
i owinąłem go sobie w okół dłoni, na której miałem ranę od
sztyletu.
Wiem,
że to nie ugasi twojego pragnienia, ale zawsze coś i może starczy
na jakiś czas. - przesunąłem naczynie w stronę Adama. Zaczął
pić i w ciągu kilku sekund kieliszek był już pusty.
-
Dzięki Jack - powiedział. - Ale mógłbyś mi wytłumaczyć czemu
mam nie tykać... jak jej tam...? Emily?
-
Jest wilkołakiem. - odpowiedziałem.
-
Iii...?
-
I dzisiaj najprawdopodobniej będzie miała swoją pierwsza
przemianę. Kiedy ją ugryziesz, już nie będzie wilkołakiem. -
wytłumaczyłem. - Coś mi się wydaje, że nie jest zwyczajnym
dzieckiem księżyca. Ma nie zwykły dar. A nawet dary.
***
-Za
godzinę Nowy Rok. - uświadomiła mi Kat. - Chodź pobalujemy
jeszcze trochę. - zachęcała mnie.
-
Nie mogę, Kat. Nogi już mi wysiadają od tych tańców.
-
No weź! Przywitasz Nowy Rok siedzą przy barze i pijąc drinki jak
jakaś stara ciotka-alkoholiczka?
-
Nowy Rok, Nowy Rok... Czym się będzie różnił od tego
wcześniejszego? Oprócz tego, że na końcu będzie inny numerek?
Nadal będą się rodzić nowi ludzie. Nadal będą świętowane
urodziny, imieniny i rocznice. Nadal będą umierać ludzie. Nadal
będą pogrzeby. Będą się kształtować nowe małżeństwa, nadal
małżeństwa będą się rozpadać. Znowu mnóstwo dzieci zostanie
osieroconych. Znowu będzie mnóstwo tragicznych śmierci. Nadal będą
wypadki samochodowe, nadal będą trzęsienia ziemi i tornada. Nic
się nie zmieni. Tylko zmieni się to, że każdy z nas się
postarzeje. Nie rozumiem czemu ludzie zrobili z tego takie wielkie
święto? Przecież to nic takiego nadzwyczajnego. - Kate tylko
przewróciła oczami. Robiła tak zawsze kiedy była zniecierpliwiona
moim gadaniem o bezsensowności życia. Chociaż zwykle przyznawała
mi rację.
-
Daj spokój, Em ! Później o tym pogadamy, a teraz chodź się bawić
- Kat jak zwykle w dobrym humorze na takich imprezach. Zaciągnęła
mnie z powrotem na parkiet i tańczyłyśmy, aż do chwili przed
rozpoczęciem się Nowego Roku.
Wkrótce
rozpoczęło się odliczanie. Wszyscy obecni w klubie wyszli na
zewnątrz. Tylko ci trzej kolesie zostali. Dopiero kiedy my
wyszyłyśmy,oni podążyli za nami.
-
10, 9, 8...- tłum zaczął odliczać, a ja wraz z Kat razem z nim. -
4, 3, 2, 1, !!! NOWY ROK !!! - wszyscy zaczęli wrzeszczeć.
Następnie w niebo wbiło się paręnaście petard. Przytuliłyśmy
się z Kat i życzyłyśmy sobie nawzajem szczęśliwego nowego roku,
a ja na koniec dodałam :
-
Wiesz, że i tak nie unikniesz dyskusji na temat tego, że
świętowanie nowego roku to beznadziejny pomysł. - uśmiechnęła
się do mnie tym swoim uśmieszkiem, który mówił ''jasne, jasne."
i wróciłyśmy z powrotem do klubu.
Po
jakimś czasie uznałyśmy, że będziemy się zbierać. Odebrałyśmy
z szatni nasze rzeczy i wyszłyśmy na zewnątrz.
-
Piękny dziś księżyc. - stwierdziła Kate. - I to w dodatku, jest
dzisiejszej nocy w pełni. - Spojrzałam w górę na niebo. Kate
miała rację. Był przepiękny. Mogłabym się wpatrywać godzinami.
Był taki hipnotyzujący... Nagle poczułam ukłucie w klatce
piersiowej. Ale nie obchodziło mnie to. Księżyc był
najważniejszy.
-
Em, wszystko dobrze ?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kate.
Zamrugałam kilka razy. Próbowałam odwrócić wzrok od księżyca.
Jezu, jakie to było trudne ! W końcu udało mi się spojrzeć na
Kat.
-
Tak, tak... Wszystko okej... - skłamałam. Ból się nasilał.
-
Jesteś pewna? Może cię ponieść? - zaproponowała z troską.
-
Ej, Kate! Rozumiem, ze jestem niska, ale to nie znaczy, ze masz mnie
od razu na rękach nosić.
-
Chce ci się rzygać? - dopytywała. Kurde...ta jej delikatność.
Powoli traciłam cierpliwość.
-
Nic mi nie jest. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Ból był
co raz silniejszy. Kate spojrzała na mnie z ukosa i pokręciła
głową.
-
Taka mała, a taka uparta. - słyszałam jak jeszcze to wymamrotała
pod nosem, a potem ruszyłyśmy.