niedziela, 15 marca 2015

Rozdział III „Demony lubią chodzić do klubów i zaczepiać dziewczynki”


Patrzyła na mnie z przerażeniem. Cofała się powoli do tyłu. Bała się mnie.
- Spokojnie – uspokoił ją Jack.- Nic ci nie zrobi. To nadal ta sama Emily, którą była wcześniej tylko, że…
-Tylko, że w postaci ogromnego wilka. Jak to w ogóle jest możliwe?! – zaraz jak to? W postaci wilka? Podeszłam do jednej z kałuży. Kat miała rację. W postaci wilka. Byłam ogromnym wilkiem o złoto-brązowej sierści. Na grzbiecie miałam długi czarny pas, który rozchodził się od samego karku, do ogona. Tak miałam ogon.
Nagle coś poczułam. Zaśmierdziało zgniłym mięsem i śmieciami. Odwróciłam głowę do tyłu. Coś czarnego zaczęło się wyłaniać z panującego tam mroku. Reszta grupy również tam spojrzała.
- Kate, wsiadaj na Emily i uciekajcie.-zadecydował Sebastian. Przyklękłam na jedną łapę aby Kat mogła na mnie wejść. Kiedy to zrobiła zaczęłam biec przed siebie. Rzuciłam szybkie spojrzenie na chłopaków za nami. Jack również był w postaci wilka, a Adam i Sebastian atakowali mieczami i pistoletem to COŚ.
Kiedy biegłam, a biegłam bardzo szybko, poczułam mrowienie w łapach(?!). Zaczęłam zwalniać. Kat też to zauważyła, bo powiedziała:
- Zatrzymaj się.-wykonałam polecenie i zaczęłyśmy biec ramię w ramię. Kat mimo szpilek biegła dość szybko. Po chwili znów byłam człowiekiem. Nadal miałam na sobie sukienkę i obcasy. Omal nie złamałam nogi. Szybko je zdjęłam i wrzuciłam do worka. Kat podała mi swoje i je również schowałam. Skręciłyśmy w uliczkę. Niestety, okazała się być ślepą.
- O nie.-powiedziałam.
- Co „o nie”?!-zapytała moja przyjaciółka zdenerwowanym głosem.
- Moja wizja. Była dokładnie taka sama. My dwie, ślepa uliczka i...
Obie czułyśmy, że to czarne COŚ zbliżało się do nas. Wtem przed nami zjawił się Sebastian.
- Nie ruszajcie się.-powiedział. Nagle coś mi zaświtało. To COŚ ma słaby punkt. Metal. Wszystko co zrobione z metalu. Skąd to wiedziałam? Nieważne. Potem nad tym pomyślę.
- Kate. Metal.- rzuciłam do przyjaciółki. Ona kiwnęła głową. Szybko rozejrzałam się po uliczce. Po mojej prawej stronie znajdowało się pudło. Pobiegłam do niego mimo protestów Sebastiana. Było w nim mnóstwo rurek, drutów i jeden łańcuch. A wszystko to zrobione z metalu.
-Kat pomóż mi.- powiedziałam i ona również nie zwracając szczególnej uwagi na naszego „obrońce” podeszła do pudła.
Wyciągnęłyśmy wszystko. Ja wzięłam druty a Kate łańcuch i najdłuższą rurkę. To COŚ było już blisko. Jack i Adam nie mogli już dłużej go powstrzymać. Byli już prawie przy nas. Spojrzałam na Kat a ona na mnie. Zgodnie kiwnęłyśmy głowami. Schyliłyśmy się, (chociaż ja tego robić nie musiałam, ponieważ mimo tego, że jestem starsza od Kate, to i tak ledwo co przekraczam metr pięćdziesiąt cztery. Pobiegłyśmy do tego CZEGOŚ. Moja przyjaciółka cisnęła w to COŚ metalową rurką. Potwór zaryczał i złapał się za ramię w które owa rurka trafiła. Uderzenie zmusiło go do wyjścia z mroku i wtedy zobaczyłyśmy jak wygląda. Chciało mi się rzygać.
Jego twarz była zniekształcona, a skóra... czarna. W łysej czaszce osadzone były ciemnoczerwone oczy. Jedno z nich do połowy ziało pustką. Do połowy źrenica, tęczówka i... białko. W miejscu gdzie powinna być reszta była tylko pusta,ciemna przestrzeń. Stwór miał na sobie długą ciągnącą się szatę. Na dłoniach, w których zręcznie obracały się miecz i sierp, było mnóstwo blizn. Jedne z nich były zaczerwienione i świeże, a inne już wyblakłe i stare.
Kat znów zaczęła atakować go rurkami. Zaryczał wściekle. Zaczął szybciej iść w naszą stronę, jednak metalowy łańcuch, który z wielką siłą oplątał się mu wokół szyi zaskoczył go. Kate pociągnęła nim w bok i sprawiła, że potwór zatoczył się na lewo. Spojrzała na mnie porozumiewawczo. Podbiegłam do niego i złapałam go za nadgarstki. Jego skóra była przeraźliwie zimna. Szybko wyrwałam mu najpierw sierp, a potem miecz. Nim jednak zdążyłam to zrobić, wbił mi go w prawy bok. Poczułam nagły ból w tym miejscu jednak zignorowałam go i zaczęłam oplatać mu drut w okół nadgarstków. Zaryczał znów i upadł na kolana pod wpływem kolejnego pociągnięcia łańcuchem. Kawałek drutu umazany krwią demona przeciął mi rękę od małego palca do kciuka. Syknęłam. Adam odwrócił się i spojrzał na moją rękę. Oblizał wargi po czym zaczął iść w moją stronę lecz na drodze stanął mu Jack. Szybko odwróciłam wzrok i dokończyłam.
Kate szarpnęła za łańcuch po raz kolejny i potwór upadł na twarz. Delikatnie ją podniósł i usłyszałam tylko jedno słowo. „Pożałujesz”. Chwyciłam jego miecz ale w tym samym momencie usłyszałam krzyk Kat i spojrzałam w jej stronę. Z ramienia wyciągnęła wielki sztylet. Odwróciłam się z powrotem do poczwar. Uśmiechnął się przerażająco w moją stronę odsłaniając przy tym dwa rzędy ostrych, jak brzytwa zębów. Spojrzałam na niego ze złością. Przebiegłam za niego z zatrważającą szybkością i położyłam czubek miecza dokładnie w miejscu gdzie powinno być jego serce. Znów usłyszałam szepty.
- Kat!- zawołałam a moja przyjaciółka również przybiegła (wolniej ode mnie) i razem wbiłyśmy ostrza w to samo miejsce. Ona jego sztylet a ja jego miecz.
- Co... to... do jasnej.... cholery... miało.... być?!- wykrzyknęła Kate z wściekłością słyszalną w jej głosie.
- Demon.- odpowiedział jej chłopak nazywany Adamem. - W prawie ludzkiej postaci. Nieźle.
- Co... co on zaczął szeptać? Już pod koniec?- zapytałam.
- Chciał sprowadzić pomoc. Ale mu się nie udało. Nie musimy już walczyć z ludźmi w czarno-czerwonych ubraniach. A przynajmniej nie teraz.- powiedział Jack wstając z ziemi. Kiedy on tam w ogóle wylądował?
- Zaraz... czarno-czerwone ciuchy?- zapytałam.
- Jego kolory- odparł chłopak. Nagle mnie olśniło. Już wiedziałam skąd ich znam!
- Kate! Już wiem skąd ich znam!
- Co?- zapytali jednocześnie Adam i Jack.
- Moja wizja. Widziałam was tam!
- Wizja?- zapytał ostrożnie Adam.
- Tak. Od pewnego czasu mam, jak to Louis nazywa? Halucynacje. Widzę coś co potem się wydarzy. To znaczy końca nigdy jeszcze nie widziałam. Dzięki temu pomogłam paru osobom.- Ostatnie zdanie wypowiedziałam bardzo cicho. Nienawidziłam pomagać ludziom. Czy człowiek nie powinien sobie radzić sam? Dobra, Jack też mi pomógł kiedy się.... przemieniłam? Brrrr! Ale sądzę, że sama też bym sobie poradziła, tylko byłam nieco zagubiona. Nienawidzę gdy ktoś mi pomaga. Oczywiście ,wsparcie drugiej osoby zawsze się przyda, ale nie od razu bezmyślna pomoc!
- Co takiego widziałaś?- Zapytał Jack. Przed oczyma znów pojawił mi się obraz Obu chłopaków-Jacka i Adama, rannych w tej uliczce.
- Nic takiego. Nieważne.- starałam się beztrosko uśmiechnąć. Chyba nawet mi się udało, bo Adam i Sebastian się rozluźnili a Jack zamiast (jak wcześniej) patrzeć na mnie uważnie, spoglądał z lekkim zaciekawieniem. Zerknęłam na Kat. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Chyba powinniśmy się zbierać.-przerwał ciszę Sebastian.
- Gdzie?
- Do twojego domu. Musimy coś załatwić z...-zaczął Jack.
- Skąd wiesz, że to mój dom, a nie Kat?-przerwałam mu.- I z kim musicie coś załatwić?!
- Jakby ci to powiedzieć...? Mamy swoje źródła. A co musimy załatwić i z kim, to się dowiesz w swoim czasie.- odpowiedział z lekkim uśmieszkiem. Powoli zaczynałam go nienawidzić. Kiedy szliśmy do mojego domu ciągle wpatrywałam się w tył jego sylwetki.
Była idealna. Wysportowane mięśnie ramion ukryte pod czarną koszulką, sprawiłyby że, każda panienka, mdlałaby (a mnie by mdliło) na jego widok. Był bardzo zagadkowy. Trudno było go rozgryźć. Tak samo jak Adama. Oboje byli piękni w pociągający sposób. Nie żebym się zakochała. Jak mi nic w życiu nie wyjdzie to wyjdę za mąż. Miłość rujnuje życie i sprawia, że możesz oddać za drugą osobę, bezmyślnie życie. Doznałam tego już wcześniej.


 CZYTASZ=KOMENTUJESZ

4 komentarze: